Kategorie: Wszystkie | kariera | studia | techniczne
RSS
wtorek, 03 listopada 2009
Komu jest potrzebna matura z matematyki?

Oto odpowiedź:

Fragment artykułu Anny Zawadzkiej "Ile waży light?" (Gazeta Wyborcza, 24 sierpnia 2006):

W Śmietankowym Warmii tłuszczu co prawda 73%, ale nie podano, czy na 100 g, czy na całą kostkę, czyli na 200 g. Z Łaciatym to samo. Napis głosi minimum 82% tłuszczu. Ale na ile? Nie podano. Masło Stołowe z Sokołowa Podlaskiego - 73,5% tłuszczu. Znów nie wiemy, czy na 100 g, czy na kostkę. Zwyczajowo na opakowaniach podaje się ilość tłuszczu na 100 gramów, ale konsument ma prawo tego nie wiedzieć.

 

Inny, drastyczny przykład:

Osobnym zagadnieniem jest tak zwane "ziele", czyli marihuana. Niedawne badania sugerują, że jej palenie może zwiększać częstość występowanie schizofrenii o 200 procent. Gdyby zalegalizować marihuanę, w Polsce zamiast 400 tysięcy mogłoby się pojawić 1,2 mln schizofreników - obawia się prof. Widy-Tyszkiewicz.

patrz: Schizotrawa

19:11, deathnoise
Link Dodaj komentarz »
środa, 28 października 2009
Kariera po studiach..

Na początku tego wpisu pragnę zaznaczyć, że - zawsze, z nieskrywaną przyjemnością, zaczytuję/przysłuchuję się wypowiedziom ekspertów.

Dziś natrafiłem na artykuł, opublikowany na stronach gazeta.pl pod adresem :

http://gazetapraca.pl/gazetapraca/1,91736,7186192,Kariera_po_studiach.html

W rolach głównych: pan Nowicki, który stara się "przyekspercić".

Pani Włodkowska, która udaje, że coś z tych jego wynurzeń, rozumie.

- Po pierwsze, z punktu widzenia nowoczesnej gospodarki bezwarunkowa teza, że tylko inżynierowie są przyszłością, jest nieprawdziwa.

Hmm. Wydaje mi się, że z punktu widzenia JAKIEJKOLWIEK gospodarki - bezwarunkowa teza, że tylko inżynierowie są przyszłością, jest nieprawdziwa.

Chyba, że chcemy, by inżynierowie zajmowali się bezwarunkowo: medycyną, dziennikarstwem, wypiekiem chleba, lap dance'm, itd.

Niniejszym przyzwalam, by wśród nas egzystowali również artyści, lekarze, naukowcy, nauczyciele, dziennikarze, spawacze, piekarze.. a nawet - eksperci.

Wiedza została podzielona na: analityczną (naukową), inżynierską i syntetyczną.

Kiedy? Gdzie? Co? Jak? Przez Kogo?

Sukces osiągną te kraje czy regiony, które będą umiały te trzy elementy ze sobą zgrać, czyli umiejętnie połączą to, co zostało już wymyślone, tworząc coś nowatorskiego.

Naprawdę?? NAPRAWDĘ...? Sukces osiąga się, umiejętnie łącząc coś, co zostało wymyślone, tworząc przy tym - coś nowatorskiego?

Cóż, byłem pewien, że sukces osiąga się kręcąc tyłkiem i świecąc zębami. Ta dojrzała mądrość jest warta każdych pieniędzy!

A tak na poważnie: z wypowiedzi Pana Marcina Nowickiego wybija się, zauważalny ton "regionalnego kompleksu".

Wypada mi zatem sprostować: "Sukces osiągną te kraje czy regiony" ..

To nie regiony czy kraje tworzą miejsca pracy, czy też - są źródłem jakichkolwiek nowatorskich pomysłów.Trudno, zresztą, mówić o jakichkolwiek regionach w czasach, w których następuje globalizacja - choćby w postaci makroorganizmu pod nazwą UE.

To nie kraje, czy regiony inwestują, w dzisiejszych czasach, pieniądze, w rozwój naukowy (zimną wojnę mamy już dawno za sobą) i wynalazczość - jeno prywatne firmy i korporacje, tworząc pod własną egidą, centra badawczo-rozwojowe (R&D).

I wreszcie - to nie kraje czy regiony reagują na zapotrzebowanie gospodarcze, jeno odwieczne prawo popytu i podaży.

Chyba że, Pan Nowicki, nadal mentalnie tkwi w PRL'owskim skansenie -  funkcjonując w ramach gospodarki centralnie planowanej i sterowanej.

Polska nie powinna już inwestować w ośrodki naukowe, tylko kupować - z USA czy Chin - wiedzę dostępną, a wciąż nowatorską na naszym rynku

Aye, aye sir! Zlikwidujmy ośrodki naukowe. Kupujmy informację, a potem podłączmy ją do gniazdka.. I niech zasuwa.

Rozumiem, że wraz z zakupem "wiedzy", następuje automagiczny proces przelania jej do głów najbliżej stojących osób?

Nie są potrzebne żadne studia inżynierskie, by ją zrozumieć i wdrożyć?

Poza tym. Wiedza jest czymś ogólnodostępnym. To, co można nabyć, nazywa się patentem.I jest to konkretne rozwiązanie konkretnego problemu.

Załóżmy, że stać nas na zakup danego rozwiązania - co z nim zrobimy? Wyprodukujemy coś taniej, niż Chińczycy?

Ale ok. Zlikwidujmy ośrodki naukowe a studentów wysyłajmy na kształcenie do USA czy Chin. Płacąc za ich edukację - oscypkami.

Tylko po co mieliby wracać do Polski?

bo i tak nie jesteśmy w stanie prześcignąć czy choć dogonić nakładów poczynionych w naukę przez Zachód czy Azję.

A któż owe nakłady poczynia? Kim jest ów Zachód? Pragnę zauważyć raz jeszcze - to FIRMY lokują swoje kapitały w postaci outsourcing'u. Budują FABRYKI w krajach azjatyckich. Natomiast - same technologie są zwykle rozwijane w centrach R&D.

A co do gonitwy - zgadzam się. Najlepszą alternatywą jest wypowiedzenie wojny Chinom czy USA.

Niech nas zajmą i utrzymują.

Dlatego uważam, że sztywna, nawet pokusiłbym się o stwierdzenie przaśna inżynieria, którą kultywuje się na naszych uczelniach, nie ma przyszłości. Za dziesięć lat absolwenci politechnik znajdą się w równie beznadziejnej sytuacji co dziś psycholodzy i ekonomiści.

Z inżyniera można zrobić dziennikarza lub eksperta rynku pracy, ale w drugą stronę to nie działa. Może domniemany nadmiar inżynierów wzbudza pewne obawy?

Najważniejsze będą kompetencje, a nie kwalifikacje. Dlatego czas porzucić wąskie kształcenie, kwalifikacyjne, które wciąż dominuje na polskich uczelniach.

Kompetencje można zdobywać, poprzez pracę w danym zawodzie, w danej firmie/uczelni, na danym stanowisku, korzystając - z danego narzędzia!

(i tylko tam-gdyż każda firma funkcjonuje na innych zasadach, każda wykorzystuje inne narzędzia, każda ma inne wymagania).

Natomiast kwalifikacje - to zdobyty zakres wiedzy "teoretycznej", który pozwala na bezbolesne przyswojenie owych KOMPETENCJI. Podstawą studiów politechnicznych jest matematyka i przedmioty techniczne wynikające z praw fizyki, a tu zmian nie ma.

Zanim ukończy się studia, wiedza praktyczna, nabyta w ich trakcie, jest kompletnie zdezaktualizowana.Teoria jest tym niezmiennym rdzeniem który pozwala NA ADAPTACJĘ do zmieniającego się otoczenia, do zmieniających się z dnia-na-dzień, technologii i wymagań rynkowych.

I na tym, właśnie, polega proces kształcenia na uczelniach technicznych (na których odbywa się również, masa zajęć praktycznych)

Bo co firmie po wykształconym menedżerze, który negocjując niesamowicie ważny kontrakt z Japończykami, nie wie, że potrafią oni zrezygnować z lukratywnego przedsięwzięcia, jeśli rozmówca spóźni się choć pięć minut? To samo dotyczy inżynierów. Też będą musieli rozwijać swoje umiejętności, poznawać kody kulturowe.

Śpieszę poinformować pana eksperta, że inżynierowie to zmyślne stwory. W duchu międzynarodowej współpracy, już 65 lat temu, założono komitet ISO, który zajmuje się..wyzbyciem owych "kodów kulturowych", poprzez standaryzację.

Czyli - ujednoliceniem tych wszystkich terminów, specyfikacji, definicji i oznaczeń funkcjonujących w nauce i technologii tak, by inżynier z Pcimia potrafił odczytać, zrozumieć i wdrożyć dokumentację/projekt wykonany przez inżyniera z Bombaju.

Panom menedżerom i kierownikom, którzy (najwyraźniej) nie są wystarczająco rozwinięci intelektualnie i mają z tymi kodami (kulturowymi, czy nie-) duży problem - proponuję założenie komitetu ETYKIETY i DOBREGO WYCHOWANIA, który mógłby się zająć np. standaryzacją zagadnień dotyczących negocjacji.

Dzięki temu - oszczędzą sobie problemów związanych np. z utratą kontraktu z racji 5 minutowego spóźnienia.

Niby pojawiają się na kierunkach inżynierskich np. zagadnienia z psychologii czy zarządzania, ale to wciąż rzadkość.

Que? Bodaj od 7 lat istnieje ustawowy obowiązek, by na studiach technicznych wykładano również przedmioty humanistyczne (języki obce, psychologia, zarządzanie).

Studenci ekonomii uczeni są tylko teorii. Studia te nie są praktyczne, dominuje brak nastawienia na kreatywność i innowacyjność.

Kolejne blah, blah, blah..

Kreatywność i innowacyjność na studiach ekonomicznych? Czyli nowe formy nieautoryzowanej, seryjnej produkcji banknotów o wysokim nominale?

A może chodzi o tą kreatywność w stylu amerykańskim, którą mieliśmy ostatnio okazję obserwować? Tzw "kształtowanie" rynków?

05:21, deathnoise
Link Komentarze (1) »
Szczepionka przeciw HIV, czyli..

.. przełom. W marketingu.

na Wp.pl już krzyczą: "Pierwsza szczepionka przeciwko HIV działa!"

A oto (hipotetyczna, aczkolwiek - możliwa) wersja wydarzeń.

Gdzieś w budynku firmy Sanofi, A.D. 2003.

- Panie dyrektorze! Dobra wiadomość. Otrzymaliśmy dziś zapewnienie od armii amerykańskiej o sześcioletnim planie finansowania naszych badań nad szczepionką przeciwko wirusowi HIV. Z możliwością zakonktraktowania prac na dłuższy okres czasu, o ile uda nam się przedstawić pozytywne rezultaty.

- Dobrze, proszę zwołać naradę.

....

Reprezentant działu marketingu, członek zarządu:

- Współpraca z amerykańskim rządem to nie tylko prestiż. To również dostęp do "kieszeni bez dna". Praktycznie - nieograniczonych środków. Musimy zatem ustalić dalekosiężny plan działania. Mamy przecież zobowiązania wobec współudziałowców.

- Co Pan proponuje?

- Proponuję coś, co w żargonie fachowym zwykło się określać mianem "dupochronu".

- I na czym ów "dupochron" polega?

- Otóż, niezależnie od tego, czy nam się powiedzie czy nie, racja musi być po naszej stronie. Nie możemy pozwolić sobie na utratę dotacji. Skutkowało by to załamaniem akcji naszej firmy, oraz naszego prestiżu. MUSIMY przedstawić pozytywne rezultaty. A przynajmniej - zinterpretować rezultaty w pozytywny sposób. Słowem - pieniądze które zmarnujemy, nie mogą zostać zmarnowane. W oczach naszych sponsorów, rzecz jasna. Inaczej nikt nigdy nie powierzy nam już środków na jakikolwiek, poważny, projekt.

- Na czym polega Pańskie rozwiązanie?

- Istnieją właściwie dwa rozwiązania. Pierwsze z nich polega na przydzieleniu do grupy objętej szczepieniami najstarszej części spośród wszystkich osób, które objęte są naszym programem. Statystycznie rzecz biorąc - im człowiek starszy, tym mniej aktywny seksualnie. Co za tym idzie - mniej podatny na zarażenie. Obawiam się jednak, że tego typu działanie byłoby zbyt oczywiste.

Moja propozycja wygląda następująco: przed przystąpieniem do programu, każdy z wolontariuszy wypełni kwestionariusz, w którym - prócz oczywistych informacji dt.wieku i płci, udzieli również odpowiedzi na temat swojej aktywności seksualnej.  Tym najbardziej aktywnym będziemy podawać placebo. A mało aktywnej reszcie - "szczepionkę".

.... 6 lat póżniej (teraz już suche fakty)

Francuska firma farmaceutyczna Sanofi-aventis, zaprezentowała dzisiaj rezultaty testów szczepionki przeciwko wirusowi HIV. Wykazały one, że szczepionka jest bezpieczna i skuteczna – zmniejsza ryzyko zakażenia wirusem HIV o 31,2 proc.

(..)

Wolontariuszy podzielono na dwie grupy. Wszystkim zwracano uwagę na zagrożenie związane z zakażeniem HIV, wyposażono ich również w prezerwatywy. Uczestnikom badania z jednej grupy podano szczepionkę. Co sześć miesięcy wszyscy wolontariusze z obu grup byli badani. Ci, którzy stali się nosicielami, byli za darmo poddawani terapii. Wśród 8 196 wolontariuszy, którym podano szczepionkę, wirusem HIV zakaziło się 51 osób. W grupie kontrolnej - 74 osoby. Różnica wynosi właśnie 31,2%

Źródło: http://future.wp.pl/kat,111394,title,Pierwsza-szczepionka-przeciwko-HIV-dziala,wid,11527314,wiadomosc.html

ORAZ:

[tłum. własne]

Rezultaty badań upublicznione dziś przez sponsora - dział medyczny armii USA - kombinacja szczepionek ALVAC HIV oraz AIDSVAX B/E obniżyła ryzyko infekcji wirusem HIV o 31.2% w porównaniu do placebo.

Zmniejszenie ryzyka zarażeniem wirusem HIV jest statystycznie (? )  zauważalne. Jest to pierwszy, konkretny dowód (??),  od czasów odkrycia tego wirusa w roku 1983,  na to, iż  opracowanie szczepionki przeciwko HIV stanie się kiedyś możliwe," powiedział Michel DeWilde,  starszy wice-prezydent działu R&D firmy Sanofi Pasteur, wytwórni szczepionki ALVAC HIV.

- Christopher A. Viehbacher, szef działu Wykonawczego firmy Sanofi-Aventis wtórował: "Nasza firma będzie kontynuowała swoje długoterminowe starania w badaniach nad szczepionką przeciwko wirusowi HIV poprzez współpracę z środowiskami akademickimi, rządami państw, organizacjami pozarządowymi, oraz firmami na rzecz postępu w nauce. Tak, by nasza firma mogła, pewnego dnia, świadczyć dostęp (za "drobną" opłatą - przyp. tłum.) do szczepionki przeciwko HIV dla wszystkich, którzy będą jej potrzebować."

http://www.lloyds.com/dj/DowJonesArticle.aspx?id=440890

Analiza: w blisko 8,000 grupie której podawano "szczepionkę" wirusem HIV zaraziło się 51 osób. W drugiej 8,000 grupie, której podawano placebo - 74 osoby. Różnica, czyli 23 osoby (!) to owa "skuteczność" szczepionki, która wynosi właśnie 31,2%

Panom (i paniom) z  działu PR firmy Sanofi-Aventis proponuje raczej rozwój w kierunku utworzenia nowej specjalizacji: socjologia w medycynie.  Mam nawet pomysł na pierwszy temat wykładów:  Ja, Midas.

C.N.U.

05:20, deathnoise
Link Dodaj komentarz »
Schizotrawa

Dziś krótki komentarz do artykułu z portalu Interia, dt. stosowania leków ziołowych:

Osobnym zagadnieniem jest tak zwane "ziele", czyli marihuana. Niedawne badania sugerują, że jej palenie może zwiększać częstość występowanie schizofrenii o 200 procent. Gdyby zalegalizować marihuanę, w Polsce zamiast 400 tysięcy mogłoby się pojawić 1,2 mln schizofreników - obawia się prof. Widy-Tyszkiewicz.

http://fakty.interia.pl/nauka/news/naukowcy-uwaga-na-leki-ziolowe,1362265,14

Pierwsza sprawa - istnieje możliwość, iż wśród nałogowych palaczy marihuany, znaczna część dokonuje jej konsumpcji z powodu złego samopoczucia, depresji, czy też cięższych przypadłości - typu schizofrenia.

Dlatego (być może) odsetek chorych (wsrod konsumentów) wydaje się być wyższy - anizeli pośród abstynentów.

Myślę zatem, że rozsądnie byłoby wstrzymać się z wysuwaniem jakichkolwiek tez - do czasu publikacji artykułu, w którym szerzej omówiono by owe zjawisko.

Druga - i najważniejsza.

Pan profesor bardzo wyraźnie rozminął się z logiką, "zapominając", iż ew. przyrost liczy się w stosunku do całej populacji.

Jeśli na świecie żyje ok 38 milionów polskich obywateli i wśród nich znajduje się 400 tysięcy osób, które cierpią na schizofrenię, to aby liczba ta wzrosła o 200% (przez sam fakt konsumpcji)... cały naród musiałaby owo ziele (regularnie) palić.

C.N.U

05:19, deathnoise
Link Dodaj komentarz »
Facet to Swinia...

Facetom jest wszystko jedno. Prześpią się z każdą.

Badanie blisko tysiąca kobiet i mężczyzn z Włoch, Niemiec i USA dowiodło, że o ile panowie przygodny seks uprawiają o wiele częściej niż panie, i nie są zbyt wybredni, kobiety godzą się na niego tylko z najprzystojniejszymi.

http://www.sfora.pl/Przygodny-seks-Sprawdz-kogo-wybierze-kobieta-a10217-60

Taką wstrząsającą wiadomość (z conajmniej trzema 'exclamation') mielismy okazję przeczytać wczoraj w wszelkiej maści polskich serwisach internetowych..

Mało brakowało, a stalibyśmy się świadkami pospolitego ruszenia feministych bojówek.

Wszak, oto mamy niezbity dowód (który zaraz zbiję) na zwierzęcą naturę samczego gatunku..

Na to, że (oczywiście) wszystkiemu złemu są winne samce i ich chuć.. A nie - cellulitis.

W czasach starożytnych istniała taka bardzo mądra sentencja (z łac.): ru sz cu rva mu zgiem.

Polegała ona na tym, że co zdolniejszy homo sapiens myślał w ciężkich bólach, długie dnie i noce, zanim postawił pierwszą kropkę (był jeszcze jeden powód: papier był cholernie drogi, a atrament trzeba było wyrabiać samodzielnie).

Tych mniej zdolnych, zaś - zrzucano do przepaści.

I wszystko miało się ku lepszemu, do czasów, w których to żydzi rozwinęli i opatentowali religię, arabowie naruszyli patent, a cała resztą miała inne, "błędne", heretyckie koncepcje.

Licznymi ofiarami (w niezliczonych wojnach) były stosy książek i biblioteki. No i logika, która dostała mocno w pysk, przez co do dziś kuleje.

Pozwolę sobię, niniejszym, na kolejną dygresję..

Już w podstawówce uczyli mnie, że coś nie może się wziąć z niczego.  Brzmi sensownie, nieprawdaż? I jakże życiowo.

Poza skrajnymi przypadkami osób, które twierdzą że owego "niczego" widziały, oraz tymi, którzy utrzymują, że nie widzieli, a uwierzyli - większość z nas (instynktownie i całkiem słusznie) zdaje sobie sprawę, że coś nie może się wziąć z niczego.

Zatem - mężczyzna, popełniając akt przygodnego seksu, nie może owego aktu wykonać samodzielnie. Musi dysponować partnerką, aby swe machinacje przeprowadzić skutecznie.

Reasumując - mężczyzni,  przygodny seks uprawiają równie często co panie, bo bez pań owa operacja byłaby trudna do przeprowadzenia..

Proste, logiczne rozumowanie w niwecz obraca badania ankieterskie zespołu  dr. Achima Schützwohla z Brunel University..

Szkoda papieru.

C.N.U

C.D.N

05:18, deathnoise
Link Dodaj komentarz »